nauka angielskiego

Dorosnąć do angielskiego – wstęp do [Sposób na naukę]

Jak w ciągu kilku godzin dorosłam

Nieco ponad tydzień temu, a dokładniej 25 maja, miałam moją pierwszą w życiu rozmowę o pracę. Właściwie pierwsza cześć rozmowy, która poniekąd skutkuje tym, że dzisiaj widzicie ten post nastąpiła 24 maja późnym popołudniem, jednak może zacznę od początku.

Niedługo kończę studia licencjackie (I stopnia) w trybie stacjonarnym (czyli dziennym) i postanowiłam, że koniec mniej lub bardziej leniwego życia na garnuszku rodziców, więc trzeba znaleźć pracę. Postanowiłam, że skoro mam możliwości, chęci i ogólne predyspozycje spróbuję szukać pracy jak najbardziej zbieżnej z moimi ogólnymi aspiracjami zawodowymi (tj. spedycja/logistyka/transport lub ewentualnie marketing). Przypadkiem dostałam informację o mogącej mnie zainteresować ofercie pracy, więc niewiele myśląc wysłałam, kilka dni później miałam I etap rozmowy kwalifikacyjnej, która się odbywała przez telefon. Jej przebieg nie jest zbytnio istotny, tak jak i kolejne akty spektaklu „Ania i poszukiwanie pracy”, jednak jeden istotny punkt rozmowy zaważył na moim postrzeganiu mojego poziomu wykształcenia. Zapewne na tym etapie (co dobitnie sugeruje tytuł), domyślacie się, że to była część rozmowy przeprowadzona w języku obcym…

… A teraz cofnijmy się do szczęśliwych czasów mojego dzieciństwa.

Miłe, złego początki – jak uczyłam się angielskiego

Etap 1: Mam 4 lub 5 lat, rodzice zapisują mnie na pierwszy przedszkolny kurs języka angielskiego. Po kilku dniach z płaczem wymogłam na nich że nie chcę zostawać na zajęciach po południu, bo nikt z moich koleżanek nie zostaje i są same dzieci, których nie lubię. Później oczywiście mi się robi przykro, że te dzieci, których nie lubię dostały ładne książeczki i dyplomy na koniec roku (ale to już inna historia).

Etap 2: Edukacja szkoła podstawowa nauczanie w klasach 1-4. Był angielski, 1 lub 2 razy w tygodniu w ramach zajęć szkolnych, jednak jedyne co z niego pamiętam to owoce i proste przepisy na sałatki, które robiliśmy na zajęciach.

Etap 2.5: Szkoła podstawowa klasa 5-6. Zmienił się nauczyciel angielskiego, nowa nauczycielka postanowiła nadrobić z nami różnice programowe, nie dawałam rady zrozumieć wszystkiego na zajęciach, więc rodzice zapisali mnie na prywatne korepetycje, w ramach których miałam uczyć się słówek zapisanych w „zeszycie powtórek”.

Etap 3: W gimnazjum (gdy mam 13-16 lat) okazuje się jednak, że w podstawówce nie wszystko nadrobiliśmy i grupa pochodząca z mojej szkoły podstawowej dalej ma zaległości, ale raczej na takim poziomie, że możemy kontynuować naukę według programu nauczania. Gimnazjum to trochę słówek i dużo czasów, z których zapamiętałam teorię (czyli jak są zbudowane zdania), ale nie jestem w stanie używać konstrukcji gramatycznych w sposób poprawny.

Etap 4: Liceum, tutaj mamy do czynienia przez pierwsze 2 lata z intensywną nauką słówek z odpowiednich działów. W 3 klasie zaczynamy intensywną naukę do matury (schematy, wypowiedzi i takie tam, każdy kto to przeżył wie o czym mówię) i między czasie ta pamiętna panika pani od angielskiego, która zorientowała się, że część grupy nie rozróżnia żadnych form gramatycznych, czyli szybkie powtórki gramatyki, żebyśmy jakoś zdali maturę podstawową (czyli poziom językowy oscylujący w okolicy poziomu B1). Oczywiście w 3 klasie liceum dodatkowo chodziłam na korepetycje, a to wszystko po to żeby jakoś zdać maturę. Nawet się udało (już teraz nie pamiętam dokładnie na ile), ale miałam po około 70% i z ustnego i z pisemnego.

Etap 5: Podwójne studia, na obu kierunkach oficjalnie uczymy się języka na poziomie B2. Niby zajęcia są, materiał przerabiamy, ale czuję niedosyt, ponieważ nie za bardzo pamiętam czego się nauczyłam w ciągu 4 semestrów na jednej uczelni i 5 semestrów na drugiej uczelni.

Kiedy angielski stał się „żywym” językiem

Realnie pierwszą prawdziwą styczność z językiem angielskim miałam rok temu, mając 3 miesięczny staż w porcie lotniczym, gdzie musiałam zacząć używać języka angielskiego. Staż, czyli inaczej praca, a co się z tym wiąże, wypełnianie swoich obowiązków służbowych, którymi była głównie pomoc pasażerom (również obcokrajowcom). I to była pierwsza sytuacja kiedy nie mogłam odpalić translatora i poczekać aż on wszystko przetłumaczy i ewentualnie przeczytać to co zobaczyłam na ekranie. Trzeba było mówić, spytać się i dowiedzieć co od ciebie chciała druga osoba, a także umieć odpowiedzieć lub skierować w odpowiednie miejsce.

Teraz mam 22 lata i uświadomiłam sobie, że pod pewnymi względami nawet poziom B1 jest dla mnie zbyt zaawansowany i czas zacząć się uczyć języka nie z przymusu, a dla siebie. Dlatego postanowiłam zamówić pomoce naukowe i samouczki. Postanowiłam do końca roku opanować język angielski na poziom takiego bardzo uczciwego B2/C1.

Ale co zamówiłam i jak to oceniam, o tym już w następnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge